Translate

Poznajmy się :)

czwartek, 12 lipca 2018

Miło było, ale nie zawracaj mi dupy!

Czas na zmiany ?

gej rysunki, gej zdjęcia, pride
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



      To był piękny weekend!
Całe dwa dni spędziłem na miejskim basenie! Pogoda dopisała, a ja potrzebowałem miejsca by móc odpocząć.
Tłum ludzi i rodziny z dziećmi nie uniemożliwiły mi tego. Zabrałem ze sobą książkę i rozkoszowałem się wolnym czasem.
Zapomniałem tylko kremu ochronnego. Uwielbiam leżeć na słońcu i wcale nie chodzi mi o to by mieć opaleniznę, ale by móc wygrzewać się w jego cieple.
W taki oto sposób sobotni cały dzień spędziłem , pływając i leżąc. Efekt wypoczęcia był, ale też efekt poparzenia. Dziś skóra schodzi mi płatami. I tak sobie myślę; kiedy ja wyciągnę odpowiednio wcześnie lekcje z tej nauki ? Co roku to samo ...

     Jak już wspominałem we wcześniejszych postach na początku czerwca odwiedził nas "stary" przyjaciel Biga - Marcin (Nowe ścieżki-link). Tak teraz przyjechał ponownie na dwa tygodnie.
     W jedną z wolnych sobót zabrałem Marcina do Düsseldorf. Byliśmy tak za jego pierwszym urlopem i postanowiliśmy odwiedzić to miasto ponownie.
Marcinowi bardzo zależało poznać Niemcy od strony "gej sceny". Stąd też może i lepszym rozwiązaniem było by pojechać do Köln (Kolonia- Niemiecka stolica gejów) aczkolwiek nie chciało nam się aż tak daleko jechać. Mimo wszystko Düsseldorf ma również ciekawe atrakcje do zaoferowania. Kilka minut drogi od Dworca głównego znajdują się już gay bary i kluby. Całkiem przypadkiem trafiliśmy na sklep z erotycznymi gadżetami. Filmy DVD, plastikowe i gumowe penisy, bielizna i innego tego typu rzeczy. Miły pan sprzedawca, który okazał się polakiem, dał nam mapkę na której zaznaczone były punkty przyjazne LGBT.

     Na małe piwo weszliśmy do klubu, który był odwiedzany raczej przez starsze towarzystwo szukające za pieniądze młodych dup. Lokal jeśli chodzi o estetykę wygląda bardzo sympatycznie. Starsi Panowie przyglądali się nam pożądliwie, młodzi natomiast z lekką pogardą, jak byśmy byli dla nich konkurencją.

     Wieczorem tego samego dnia Ja, Big i Marcin wybraliśmy się do naszego miejscowego klubu. Wspominałem Wam o nim wielokrotnie (Gej klub-link).
Bardzo mi zależało by pokazać naszemu przyjacielowi Transvestite show.
Po dwóch drinkach, poszedłem na toalety. Wychodząc na progu stanął Andrew. Chłopak, którego poznałem gdy byłem tu ostatnim razem.
Zbliżył się do mnie, swoim słodkim spojrzeniem odszukał mojego wzroku i powiedział, że tęsknił za mną. Mało brakowało a wybuchnął bym śmiechem. Na szczęście, moją cechą jest taktowane zachowanie. Miałem wrażenie, że to cecha wrodzona, moja przyjaciółka Ola twierdzi, że wyuczona - Bitch!
Ja- Mam trzydzieści dwa lata, nie wierzę już w takie bajki- odpowiedziałem mu, mijając go w przejściu.
Andrew- To nie ściema.
Ja- Proszę Cię, jestem tu przypadkiem, a Ty z tego co widzę stałym bywalcem.
Andrew- Zawsze mam nadzieję, że Cie spotkam.
Uśmiechnąłem się życzliwie. Koleś wyglądał na  lekko zmieszanego, więc cofnąłem się do niego, uścisnąłem mu dłoń i życzyłem miłej zabawy, dodając, że jestem tu z moim facetem. Według mnie miało to znaczyć; miło było, ale nie zawracaj mi dupy.
W tym typku jest coś niepokojącego. Przez cały wieczór, natykaliśmy się na siebie wielokrotnie, czy też widziałem, jak obserwuje mnie z tłumu. Patrzył na mnie jak bym złamał mu serce. Jego wzrok by niejednoznaczny. Jakbym go oszukał, a on biedny nie może się z tym pogodzić. Niepokojący, fanatyczny.


     Ostatnie dni w przerwie spędzania czasu z naszym gościem, poświęcałem na oglądanie mojego nowego ulubionego serialu GOTOWE NA WSZYSTKO (Desperate Housewives, który tak samo kolekcjonuje na DVD jak  SEX W WIELKIM MIEŚCIE), czy też na szukaniu nowej pracy.
Jestem w Niemczech od lipca 2013 roku. Mam stałą pracę, która poza zarobkami nie daje mi niczego innego. Czas na zmiany, na które niestety trudno się zdobyć.
Wysłałem kilka CV, zaniosłem też osobiście i niestety nie ma odzewu. Troszkę mnie to martwi, gdyż jak wiadomo czas nie jest naszym sprzymierzeńcem.
Stąd też ostatnio jestem lekko przytłoczony rzeczywistością.
Dużo zachowuje dla siebie, nie jestem typem marudera, gdyż to efektów nie przynosi. Pozostaje tylko działanie, aczkolwiek czasem brak mi sił, czy też odwagi.
Wiem, że jestem wstanie osiągnąć praktycznie wszystko to, czego pragnę. Muszę tylko wyzbyć się ograniczeń, które są we mnie.

     Zahaczając jeszcze o temat relaksu, czy formy spędzania wolnego czasu. powróciłem do rysowania. Zawsze lubiłem sport, słuchanie muzyki, czytanie książek, czy też spędzanie wolnego czasu ze znajomymi, a za nim poznałem Biga i życie codzienne pochłonęło mnie, to bardzo lubiłem rysować.
Nie robiłem tego od lat. Porzuciłem to mniej więcej w wieku piętnastu lat.
Nie miałem do tego głowy. Ostatnio podczas telefonicznej rozmowy z moją przyjaciółką Olą, wspomniałem, że od kilku dni myślę by do tego wrócić, Ola przy okazji swoich odwiedzin w poprzednim miesiącu w prezencie dała mi komplet ołówków i szkicownik. Tak więc  od kilku dni zapełniłem kilka stron zeszytu.

...

środa, 27 czerwca 2018

Gej klub

Twarzą w twarz

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania




- Wzięłam kilka rzeczy, pokaże ci- Ola przytachała walizkę do salonu, gdzie ja siedziałem wygodnie na fotelu i popijałem Cosmopolitan.
- No to zaczynaj pokaz!- uniosłem kieliszek do góry.
- Co myślisz o tej?- trzyma w ręku tunikę w czarne drobne kwiatki.
Zamilkłem na chwilę unoszą prawą brew do góry na znak niepokoju.
- Nie słońce! w tym  pójdziesz jutro ze mną do parku. Pokaż następne.
-A to?
- Olu to jest zajebiste!- czarny top bez rękawków, obszyty przy dekolcie srebrną nitką !- Załóż to- dodałem.
Ola po kilku chwilach wróciła i powiedziała.
- Osiłku, ale jak podniosę ręce do góry to mi cycki wyskoczą!
Oboje wybuchliśmy śmiechem!
- I o to chodzi Olu! Zrobisz genialne show - parsknąłem.

      Przypomniała mi się scena z serialu SEX W WIELKIM MIEŚCIE (sezon 5 odc 1) gdy dziewczyny wybrały się do klubu pełnego marynarzy. Carrie wspomniała, że widziała już cycki Mirandy i Charllote, brakuje jej do kompletu tylko biustu Samathy. Oczywiście Samatha (ubrana w podobny top co Ola) odgina dekolt by pokazać piersi koleżance.
- Mam nadzieję, że będą tam jakieś lesbijki. Chciałabym aby mnie jakaś podrywała. Taka Agnieszka Chylińska, dla niej mogła bym być lesbijką- dodała Ola.

     Kilka godzin później, gdy nasi faceci poszli już spać, ja z Olą, która była ubrany w czarny top i jeansy, staliśmy już na przystanku metra nie dowierzając ani w to, że Ola przejechała około tysiąc kilometrów samochodem by mnie odwiedzić, a ni w to, że szliśmy do gej klubu, o którym jej często opowiadałem.( link-Milion małych myśli)
Zachowywaliśmy się jak nastolatkowie. Śmiejąc się w głos, trzymając się za ręce i wygłupiając.

    Około godziny dwudziestej trzeciej byliśmy już na miejscu. W klubie nie było zbyt wielu osób, a Drag Queen show (link-Taki mały własny świat) zaczynało się około pierwszej.
   
     Podczas gdy Ola zajęła miejsce przy stoliku, ja podszedłem do baru by zamówić dla nas drinki.
    Zabawne, przychodzę do tego klubu trzy, może cztery razy w roku, a niektórzy pracownicy mnie dobrze kojarzą. Podobnie było z kelnerem, który znał mnie z widzenia, ale nie z klubu.
    Gdy usiadłem przy barze czekając aż kelner przygotuje trunki, dwóch kolesi obok zaczęło się do mnie dostawiać.
Jeden bardziej przegięty od drugiego. Solarium albo dobry puder, nie wiem, wypicowani aż błyszczeli.
-Ale masz mięśnie- powiedział jeden z nich.
-Dzięki- uśmiechnąłem się życzliwie.
-Są tak napompowane, nie boisz się, że wybuchną? - i oboje zaczęli chichotać jak podlotki.

     Moja przyjaciółka stwierdziła, że faktycznie wyglądam fajnie. Miałem na sobie biały t-shert bez rękawów, spodenki jeansowe i oczywiście skórzaną bransoletkę.
Zanim zaczęło się show do naszego stolika podchodziło kilka osób. Jeden z kolesi próbował się chyba z nami zaprzyjaźnić. Często podchodził kelner i zagadywał. Był jeden polak, którego znam z widzenia, więc i z nim zamieniliśmy kilka słów. Gdy zagadał po polsku, Ola z radosnym okrzykiem rzuciła mu się w ramiona. Później nawet porwał Olę do tańca.
     Dosiadło się do nas kilka dziewczyn. Moja przyjaciółka jest chyba za bardzo wpatrzona  w Chylińską! Nie znalazła żadnej by zawiesić oko, co według mnie było nieprawdą, były dwie fajne. Ale co mnie- geja obchodzą lesbijki!

    Popijając drink za drinkiem, plotkując o facetach, którzy patrzyli się w naszą stronę, nie zauważyliśmy kiedy show się zaczęło.
Każdy występ zaczyna się oczywiście od przedstawienia wykonawcy "Madame ..." i pada pseudonim artystyczny. Jedną z Drag Quuin poznałem osobiście. Występowała jako pierwsza- około pięćdziesięcioletni facet, przy tuszy, bardzo miły, zabawny i jak Ola dostrzegła z niedokładnie pomalowanym okiem.
     Staliśmy tuż przy podeście na którym odbywało się show. W połowie występu zauważyła mnie, przestała śpiewać, podeszła do mnie i dała mi buzi w policzek.
     Urocze. To nie był pierwszy raz. Zawsze gdy mnie widzi, w jakiś sposób pozdrawia mnie ze sceny.

     Po występie parkiet należał do nas! Zanim tłum zaczął ruszać biodrami, zrobiliśmy to my.
Sensualność, chemia, wyczucie rytmu. Uwielbiam tańczyć, nie wiedziałem, że Ola będzie idealną partnerką. Nic więc dziwnego, że kilku kolesi, którzy w końcu odważyli się do mnie zagadać, myśleli, że jesteśmy parą.
     W tłumie gapiących się oczu dostrzegłem pewnego kolesia. Około czterdziestki. Niecały metr osiemdziesiąt wzrostu, bardzo szczupły, z brodą. Ubrany w szary t-shert z nadrukiem Micky Mouse  Za każdym razem gdy nasze spojrzenia się spotykały on przytrzymywał mój wzrok. Było jasne, że ma coś w planach.

    Spotkaliśmy się twarzą w twarz na schodach przy toalecie. Zagadał mnie jakiś koleś. Przegięty typek z papierosem w dłoni na siłę opowiadał mi o swoich wrażeniach z zeszłorocznej parady równości w Koloni. Próbując odejść wpadłem na Micky Mous.
Wszystko jak by w zwolnionym tempie. On próbuje zejść ze schodów, ja stoję mu na drodze.Spojrzenie za spojrzeniem. Jego źrenice przyciągały mnie jak magnez. Gościu z papierosem opowiadał nieprzerwanie.
Nim zdążyłem ocknąć się z amoku facet stał już obok nas.
Podałem dłoń i przedstawiłem się. Odwzajemnił gest i powiedział, że na imię ma Andrew.

     Jego oczy były wlepione we mnie, widać było, że mu się podobam. Był też lekko podenerwowany i mocno podpity.
W pewnym momencie naszą rozmowę przerwał nam chłopiec z papierosem, który poczuł się chyba zignorowany bo z głośnym śmiechem zaczął wchodzić nam w słowo. Nie pamiętam jego imienia. Ani ja ani Andrew nie chcieliśmy z nim dłużej rozmawiać.
     Gdy tak staliśmy oparci o ścianę w oparach dymu tytoniowego Andrew zapytał mnie czy dam mu swój numer telefonu. Jak zawsze w takich przypadkach uruchamia się u mnie automatyczna gadka "Sorry mam chłopaka". Tak było i tym razem.
Poszedłem do Oli tańczącej na parkiecie.
Micky Mous podążał za mną. Nie pytając o zgodę przyłączył się do tańca.
Przystojny. Naprawdę fajnie wyglądał, ale cóż. O numer prosił mnie jeszcze kilka raz. Bezskutecznie. Poprosił też o to Olę, Moja przyjaciółka pogłaskała go po twarzy, mówiąc, że nie może.
Gdy stałem na parkiecie trzymając Olę w objęciu i kołysząc się w rytm muzyki Adrew bez przerwy się nam przygląał.
-Długo się znacie?- zapytał.
-Prawie trzy lata- odpowiedziała Ola.
-Widać, że dobrze się rozumiecie- odrzekł i spojrzał na mnie.

     Wieczór zbliżał się ku końcowi. Zapłaciliśmy rachunek, kiwnęliśmy na pożegnanie do Andrew i mieliśmy już ruszyć w kierunku wyjścia, gdy nagle on chwycił mnie za ramię.
-Poczekaj- powiedział- może jednak dasz mi swój numer, spotkamy się, pogadamy.
-To nie ma sensu, nie mogę-  złapałem jego twarz w dłonie i spojrzałem w oczy, po czym przytuliłem go po przyjacielsku i wyszliśmy.

- I jak ci się podobało?- zapytałem w drodze powrotnej.
- Oski to zupełnie inny świat! Totalny matrix.
- Masz rację, dlatego lubię gejowskie kluby- zbyt rzadko tam bywam, pomyślałem sobie.
- Płeć traci na znaczeniu. To znaczy ma znaczenie, ale wiesz, atrakcyjność jest poza płcią. Ktoś cię kręci i chuj z jakimiś granicami.
- Masz rację! Nikt tu nikogo nie osądza. Każdy jest tym kim chce być i nikomu to nie przeszkadza.
- To jest piękne, ludzie zwyczajnie bawią się ze sobą. Jednocześnie możesz mieć i słońce i deszcz, no cóż, tęcza!




piątek, 8 czerwca 2018

Nowe ścieżki

Dlaczego się nie odezwałeś?

gej opowiaania, gejowskie fotki
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Przyjaciel to człowiek, do którego dzwonię po wielu miesiącach, a nie pyta: dlaczego się nie odzywałeś, tylko mówi: cieszę się, że właśnie dziś słyszę Twój głos."

                                                                                                                          (R. Ligocka "Czułość i obojętność")




     Zazwyczaj wiadomości od przyjaciół sprawiają nam przyjemność. Cieszymy się z kontaktu, ze spotkań. Aczkolwiek nie jest to regułą. Nie zawsze wiadomość od przyjaciela, czy też kogoś, kto zwyczajnie jest nam bliski wywoła uśmiech na twarzy. Tak było tym razem.
     Gdy poznałem Biga jakieś dziesięć lat temu, (jak poznałem Biga) mój chłopak przy najbliższej okazji przedstawił mi swojego przyjaciela. Koleś miał na imię Marcin. Siedem lat starszy ode mnie, mojego wzrostu, miły, sympatyczny, dużo się uśmiechał.
      Marcin stał się, że tak się wyrażę, nierozłącznym elementem naszego życia. Wspólne wieczory, obiady, imprezy czy wyjazdy na wakacje. Marcin dla Biga był jak brat, tak zawsze o sobie mówili.
     Po mniej więcej sześciu latach przyjaźni mój chłopak otrzymał wiadomość e-mail. Treść była krótka, a szczegółowa. Marcin nie mógł przyjaźnić się dłużej z Bigem ponieważ jego obecny chłopak mu zabronił.
    Nie wiem czy warto to komentować, zdarza się i tak. Natomiast historia ta jest lekko przewrotna.
Biga często wspominał swojego przyjaciela i tak naprawdę cały czas był mu bliski, pomimo długiej rozłąki.
    Jakiś czas temu nasi wspólni znajomi donieśli nam, że Marcin znowu jest singlem. Jego młodszy chłopak zostawił go dla innego. To była okazja by ponownie nawiązać z nim kontakt.
Od momentu wysłania pierwszej wiadomości , do przyjazdu Marcina do nas dzieliły trzy tygodnie.
     Dziwnie mi było witać w progu z rozwartymi ramionami kogoś, kto tak bardzo zranił i rozczarował mojego faceta. Aczkolwiek wiem jak bardzo ważne było dla Biga, by on ponownie był w jego życiu. Od ostatniego naszego spotkania dzieliło nas ponad pięć lat. Czyli troszkę więcej jak jesteśmy tu w Niemczech.
Nie byłbym sobą, gdybym  pewnego wieczoru nie powiedział Marcinowi jak bardzo nas zawiódł.
Nie umiałem inaczej, może to błąd, aczkolwiek chciałem zacząć z czystej kartki i musiałem to zrobić.
Marcin od tego spotkania ponownie zawitał do naszego życia. Już nie tak często jak kiedyś. Jednak mieszkamy poza polską, ale jest miło widziany w naszym domu. Mam tylko nadzieję, że nowi ludzi którzy pojawią się w jego życiu, nie zamażą na nowo wydeptanych ścieżek.

     Bywa też tak, że inni odchodzą w zapomnienie, poprzez codzienność czy... w sumie sam nie wiem... poprzez to, że człowiek nie kamień i się sam zmienia? Coś co kiedyś go bawiło, już nie śmieszy?
    Często wspominałem o Januszu, którego poznałem na jednej z imprez kolegi z kursu językowego. W czerwcu minie rok jak się nie widzieliśmy.
Janusz, nie był moim przyjacielem, raczej towarzyszem na imprezy. Tak czy inaczej chłopak postanowił się odseparować. Czy ubolewam? nie aż za bardzo. Jak wspomniałem z czasem przestaliśmy się rozumieć, jakby ta chemia między nami się ulotniła.

     Niektórzy pomimo tego, że chcieliby być obok, to nie umieją. Nie umieją być tymi, którymi tylko pozostaje im być. Marvin (jak poznałem Marvina) postanowił kolejny raz odciąć się ode mnie. Już na początku tego roku próbował się odseparować. Rozumiem go i bardzo mu współczuję, gdyż chłopak nie potrafi się odnaleźć w tym świcie, do którego musiał wrócić po naszym rozstaniu. Jak napisał to Kobus (link) "Dojrzałość zobowiązuje do akceptacji faktu, że niektórzy ludzie mogą być tylko w Twoim sercu- a nie w życiu"
     Postanowiliśmy utrzymać nasz kontakt, na zasadzie "naciąganej" przyjaźni. Wiadomo, że o szczerej przyjaźni nie ma mowy, gdy jeden jest po uszy zakochany w tym drugim. Jednakże po tym wszystkim co razem przeszliśmy nie chciałem puścić go w zapomnienie. W odgrywanie roli nieznajomych. To byłoby bez sensu. Już to przerabialiśmy, za jego prośbą. Nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Chodzimy do tej samej siłowni, widywaliśmy się zbyt często by móc to kontynuować.
     Tak czy inaczej, w ostatni weekend,  budzę się rano, zaglądam do telefonu, a tam czekała na mnie wiadomość od Marvina. Wyznania miłości i zazdrości o moich znajomych. Napisał, że nie daje rady być moim przyjaciela, za bardzo mnie kocha. Łatwiej mu będzie udawać, że się nie znamy. Mamy mijać się na ulicy jak dwóch sobie obcych.
     Zgodziłem się, jeśli to ma mu pomóc...ok! Chcę jego szczęścia. Tak też mu napisałem.
Kilka minut później wysłałem kolejną wiadomość. To się nie uda! To głupie! To były moje słowa. Nie odpisał nic, zablokował mój numer.
Jak wspomniałem to kolejne jego podejście. Blokował, następnie pisał, że chciałby się spotkać.
    Minęły dwa dni, a minęliśmy się na siłowni. Ja w towarzystwie Simona on swojej przyjaciółki.
Zrobiłem tak jak prosił, był dla mnie powietrzem. Tego samego dnia wieczorem dostałem wiadomość, z podziękowaniem, że zrobiłem to o co mnie prosił. Moja myśl była jedna! Za każdym razem będzie mi dziękował?
Miał się nie odzywać a mimo to pisze nawet pod takim pretekstem.
Nie odezwałem się... nie odezwę się ...


"Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy straconą szansę, upływ chwili, zgubione klucze.
W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy(...)
Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy, który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy; tak, straty to nie nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy."
                                                                                                                         (E. Bishop "Ta jedna sztuka"/przeł. S. Barańczak)







środa, 23 maja 2018

Pierwsze zauroczenia

Perspektywa czasu

ksiązki, fcytaty o zyciu, gej blog, gej opowiadania
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania




-Cześć, co tam ?-spytał. Jego głos brzmiał jak żwir zmieniający się w cukier.
     Zaczęłam się zastanawiać, jak zareagować. Wiem, że "co tam?" to po prostu coś, co ludzie mówią, ale trudno na to zareagować. Samo nasuwa się "nic tam", ale nie chciałam powiedzieć, że nic, bo byłoby już po mnie.
Więc powiedziałam.
-Widziałam Cię ostatnio- Każde słowo ciążyło jak kamień spadający na dno jeziora.*


     Korzystając z pięknej pogody i przede wszystkim dnia wolnego postanowiłem pójść na spacer do parku i zabrać ze sobą książkę. Poszedłem do innego parku niż zazwyczaj. Czasem unikając pewnych miejsc, możemy uniknąć pewnych ludzi. Na tym dziś mi bardzo zależało.

    "Kochani dlaczego się poddaliście" to opowieść autorstwa Ava Dellaira. To jedna z prawie dwunastu na mojej półce, która czekała na swoją kolej. Ta książka to typowa młodzieżówka. Czytając pierwsze strony miałem wrażenie, że autorka przesadza z rozterkami głównej bohaterki Laurel. Przez co książka wydawała mi się bardzo banalna. Gdy z każdą stroną brnąłem dalej nagle poczułem się jak bym przeniósł się w czasie. Nie byłem trzydziestodwuletnim facetem leżącym na kocu, ukryty w cieniu drzewa i podjadający solone orzeszki. Byłem sobą, ale jakieś piętnaście lat wcześniej.

     Zupełnie inny niż teraz. Nie chodzi już o fizyczność, o to, że rozrosłem się od podnoszenia sztangi, że pod oczami pojawiają się zmarszczki i to nie te mimiczne. Byłem inny pod tym względem, że nie byłem świadomy swojej seksualności. Swojej homoseksualnej orientacji.
    Po powrocie do domu zajrzałem do swoich pamiętników, które pisałem od 1999 roku. Szczerze mówiąc, moje opisy problemów były bardzo podobne do tych Laurel. Problemy z nawiązywaniem znajomości, pierwsze imprezy, alkohol i zauroczenia.
 
    Każdy w wieku szesnastu lat, już był przynajmniej raz w związku. Mógł pochwalić się pierwszym pocałunkiem itd. Ja niestety nie!. Chociaż swój pierwszy raz (link-mój pierwszy raz) przeżyłem krótko przed osiemnastką z moim kolegą z podwórka. Natomiast dwa lata wcześniej podkochiwałem się w pewnej dziewczynie.
     Miała na imię Asia, była rok młodsza ode mnie. Była szczupła, miała długie brązowe włosy, które sięgały jej do tyłka. Tak jak ja nosiła okulary.
Poznałem ją przypadkiem. Chodziła do tej samej klasy co moja ówczesna przyjaciółka. Asia dostrzegła mnie gdy rozmawiałem z nią rozmawiałem. Koniecznie chciała mnie poznać i tez tak się stało.
 
     Po kilku tygodniach spotkań, zadała mi pytanie czy będziemy ze sobą chodzić, Podobała mi się i to nawet bardzo. Aczkolwiek wolałem jej odmówić. Odmówiłem i jednocześnie byłem na siebie zły. Każda  spotkanie "sam na sam" było dla mnie bardzo krępujące. Nie umiałem odważyć się na żaden gest, żaden pocałunek.

    To był początek grudnia.Wraz z gronem znajomych zorganizowaliśmy kulig. Jeden ze starszych kolegów, który miał prawo jazdy ciągnął nasze sanki.
Gdy zrobiliśmy sobie małą przerwę, niektórzy na papierosa, a jeszcze inni by napić się piwa. Asia zaczęła rzucać we mnie śnieżkami. Typowa zagrywka nastolatków. Nie pozostawałem dłużny, oddawałem jej a potem zacząłem ją gonić. Sytuacja jak z romantycznej komedii, ponieważ dziewczyna upadła na ziemię a ja na nią. Zaczęliśmy się rechotać, nie podnosząc się z ziemi.
Po chwili nasze śmiechu ucichły. Dokoła zrobiło się cicho i byliśmy oddaleni od reszty. Wpatrywaliśmy się w siebie, nasze twarze dzieliły centymetry. Asia zamknęła oczy, a ja ... hmm, no właśnie, ja powinienem ja pocałować. To było oczywiste, że tego ode mnie oczekuje. Zamiast tego, wziąłem odrobinę śniegu do reki i posmarowałem nim jej twarz. Ocknęła się z uśmiechem na twarzy. Ten uśmiech wskazywał raczej na rozczarowanie. Ja również czułem się sobą rozczarowany, aczkolwiek to była bariera, której nie umiem przejść. Wstałem podałem jej rękę i powiedziałem, że powinniśmy już wracać.

(...) Kiedy w końcu zdołałam skupić na nim wzrok, zobaczyłam koszulkę z NIRVANĄ. Idealnie się składało, więc powiedziałam:
-Kocham Kurta.
- Tak ? A którą płytę najbardziej?*

     Ten powyższy fragment rozbawił mnie do łez. Przypomniał mi pewną sytuację. Gdy człowiek chce kogoś lepiej poznać zadaje pytania. Co robisz w wolnym czasie, czy też, jakiej muzyki słuchasz, to standard.
     Podobnie było u mnie i u Asi.
Moja koleżanka wyznała mi, że słucha LINKIN PARK. Lubiła nosić czarne ubrania, bransoletki na rękach i pasek z ćwiekami. Utwory tego zespołu były mi znane, gdyż mój brat ich lubił.
Ja w tamtym czasie (zresztą po dzień dzisiejszy) słuchałem BRITNEY SPEARS.
Ja też lubię Britney odpowiedziała. Serio ? pomyślałem. Zdawałem sobie sprawę, że robi wszystko by mi się przypodobać.  Wszakże ciężko porównać mi wokal Chestera Benningtona we fragmencie "It's true, the way I Feel was promised by your face" z tym jak  Britney Spears śpiewa "Oops, i did again I played with your heart".  Tak czy inaczej dziewczyna starała się, by zdobyć moje serce.
Spotykaliśmy się regularnie kilka razy w tygodniu. Poznałem jej Mamę, która bardzo mnie polubiła.
Bywaliśmy na tych samych imprezach, a mimo wszystko nie widnieliśmy jako para.

     W moich dziennikach często rozpisywałem się na temat uczuć do niej. Byłem zakochany. Myślałem o niej słuchając ballad przy zgaszonym świetle w swoim pokoju. Mimo tego nie potrafiłem zrobić nic. Żadnego pocałunku, dotyku, nic kompletnie. Nie rozumiałem co się ze mną dzieję. Dlaczego innym wychodzi to tak łatwo a mi nie!. Moja ówczesna przyjaciółka miała już kilku chłopaków a ja nikogo. Ten stan opisywałem jako czarną dziurę, z której nie mogłem się wydostać.

     Z perspektywy czasu, te wszystkie moje zapiski wywołują uśmiech na twarzy a nawet śmiech. Cóż mogłem wtedy zrobić?  Nie wiedziałem, że dziewczyny to nie mój kierunek. Stąd też moja nieśmiałość w stosunku do nich, czy może byłem zwyczajnie niedojrzały ?

     Na koniec powrócę jeszcze do książki "Kochani dlaczego się poddaliście?". Jak wspomniałem na wstępie to pozycja raczej dla młodzieży. Jest tu mowa o dorastaniu,o śmierci, o odkrywaniu samego siebie, o miłości, o samotności i całym cierpieniu z tym związanym.
Wszystkim tym którzy chcieliby powrócić na chwilę do swojego nastoletniego skomplikowanego życia polecam tę książkę !


wtorek, 1 maja 2018

Nie jestem już gejem!

Powrót do normalności

   
Oskar gej w mieście, gej blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania




      Tak moi drodzy! Chciałbym Was przeprosić i tym samym opowiedzieć o mojej przemianie.
Przemianie z rozkapryszonego niedojrzałego geja w normalnego, zdrowego heteroseksualistę!
     Porzucam moje dotychczasowe, niegodne życie. Rozstaję się z Bigem po dziesięciu latach.
Teram będę miał żonę, a jak mi stanie, to i dzieci. Mama chyba się ucieszy.

     Ostatnio w mediach zawrzało z powodu książki/ audiobooku Doktora Gerad J.M van den Aardweg pt. "POWRÓT DO NORMALNOŚCI". Zanim autor pokaże nam ową drogę do normalności, omawia istnienie, przyczyny powstania homoseksualizmu.

      "Seksualna atmosfera w domu- obecność magazynów pornograficznych czy filmów o tematyce homoseksualnej- może wzmocnić niepewne homoseksualne pragnienia. Niektórzy homoseksualiści z całą pewnością byliby heteroseksualni, gdyby w krytycznym okresie niestabilnego emocjonalnie okresu dojrzewania nie wzbudzono u nich fantazji. Pewnie po cichu wyrośliby z tego powierzchownie erotycznego zachwytu kolegami i idolami tej samej płci."*

      Takich "smaczków" jest więcej. Doktor Gerard J.M van den Aardweg usiłuje udowodnić, że homoseksualizm ma mocne ugruntowanie w wychowywaniu dzieci. Twierdzi, że to wina więzi emocjonalnych z rodzicami. Zależność i zbyt mocne przywiązanie do matki i oczywiście lęk czy przynajmniej obojętność w stosunku do ojca, są efektami zachowań homoseksualnych.
Takie dziecko, chłopiec czy dziewczynka wyrasta na ignoranta, który nie umie odnaleźć się w życiu.
Taka osoba ma kompleks wyższości, czy też odwrotnie; niższości. Według autora buntowniczość, wrogość wobec innych, oraz cynizm są typowe dla homoseksualistów.

      "Takie postawy mogą wywodzić się ze szczególnej uwagi, jaką obdarzał nas rodzic, u homoseksualistów zazwyczaj rodzic przeciwnej płci. Ulubiony synek mamusi ma szanse rozwinąć poczucie wyższości, tak samo jak dziewczynka, na którą spływa szczególna uwaga i uwielbienie ojca"*

      Skłamałbym, gdybym powiedział, że przeczytałem książkę od początku do końca! Nie, nie zrobiłem tego, nawet jej nie kupiłem. Zapoznałem się z jej zawartością w internecie.
Starałem się być obiektywny, aczkolwiek, kiedy ktoś usiłuje wmówić mi, że moja orientacja seksualna to wynik wychowania przez rodziców, czy otoczenia, to jak mogę potraktować to poważnie?
Miałem dobry kontakt zarówno z Mamą jak i Tatą. Więc jak to jest ?
      Oprócz tego autor próbuje uświadomić nam, że homoseksualna osoba to niedojrzały emocjonalnie człowiek. Jesteśmy arogantami z poczuciem niższości, bądź wyższości. W zasadzie to ów Pan doktor nie mógł się zdecydować. Wspomniał też, że nie czujemy się na równi z innymi homoseksualistami.

      "W połączeniu z poczuciem niższości arogancja powoduje, że homoseksualista jest szczególnie podatny na krytykę i łatwo go obrazić. Kobiety i mężczyźni z kompleksami homoseksualnymi, którzy uznali swoje pragnienia za "naturalne" często poddają się impulsowi, by przypisywać swoje poczucie inności byciu lepszym. (...) Są próżni, narcystyczni w zachowaniu i ubiorze. Niektórym daleko do megalomani. (...) tak naprawdę są tylko godnymi litości dziećmi pozbawionymi mądrości"*
      Osoby homoseksualne oprócz tego, że nie akceptują siebie, czują wstręt do męskości czy kobiecości. Denerwuje nas również idea małżeństwa damsko- męskiego. Jakoby obraz rodziny był poza naszym wyobrażeniem i zrozumieniem. Natomiast tęczowe rodziny budujemy na pokaz.

      "Homoseksualny mężczyzna, który wspólnie ze swoim przyjacielem zaadoptował córkę, wyznał później, że zrobił to na pokaz "jakby ona była modnym psem, wszyscy na nas patrzyli, kiedy obnosząc się ze swoim homoseksualizmem wchodziliśmy z nią do pokoju". Lesbijskie pary, który pragną dziecka, mają również samolubne zamiary. "Bawią się w rodzinę". (...) W niektórych przypadkach częściowo świadomie chcą odgrywać lesbijskie praktyki zaadoptowaną dziewczynką".

      Tekstów takich lub podobnych w tej książce jest mnóstwo. Homoseksualiści stoją też na równi z pedofilami.
      "Na szczęście" z pomocą przychodzi nam Doktor Gerard J.M van den Aardweg, który twierdzi, że z pomocą silnej woli możemy się wyleczyć.

      "Bez mocnego postanowienia "dobrej woli", żadna zmiana nie jest możliwa. Z nią, w większości przypadków, poprawa jest pewna, a w niektórych możliwe jest nawet wyleczenie- głęboka wewnętrzna przemiana neurotycznej osobowości i korzystne odwrócenie zainteresowań seksualnych"*

      "Jeśli chodzi o efektywność metod psychoterapii w leczeniu homoseksualizmu, można porównać te sytuację do próby oduczenia dialektu, którym ktoś mówił od dzieciństwa- to też jest możliwe- lub do metody rzucenia palenia" może ci się udać, pod warunkiem, że walczysz z nałogiem. Mówię "walczysz", bo nie ma co oczekiwać cudów. Tak samo nie ma sposobu, by pokonać homoseksualny kompleks, pozostając wygodnie biernym".*

      Tyle o samym homoseksualizmie i jego powstaniu. Jeśli już uświadomimy sobie postawę osób z kompleksami homoseksualnymi oraz tego jak bardzo jesteśmy narcystyczni, egoistyczni, to dzięki książce "POWRÓT DO NORMALNOŚCI" mamy możliwość powrotu na właściwą drogę.
      Podane są sposoby leczenia, wsparcia, odejścia od niewłaściwych zachowań.
Otóż potrzebny jest nam terapeuta. Ale !... nie każdy terapeuta jest kompetentny!
Terapeutą musi być ktoś, kto twardo stąpa po ziemi. Musi być zdrowy moralnie.

      "Musi niewątpliwie posiąść pewną wiedzę na temat kondycji homoseksualisty, i proponuję mu tę książkę, by poszerzył swoje horyzonty. Nie jest jednak wskazane, by czytać zbyt dużo na ten temat, gdyż znaczna część literatury dezorientuje czytelnika".*

     Tak czy inaczej nasz nauczyciel czy tez terapeuta powinien posiadać jak najwięcej cech męskich!
Skuteczny, twardy, nie uległy, prawdziwy mężczyzna. Kobieta, według naszego doktora, jest zbyt uczuciowa i mogłaby pomóc osobom homoseksualnym, ale tylko na poziomie rozwoju dziecięcego. Natomiast taki samiec alfa jest idealny do pracy z dorosłymi.

     "POWRÓT DO NORMALNOŚCI" oferuje nam absurd za absurdem, a stereotyp goni kolejny stereotyp!
Do tematu starałem się podejść poważnie. Jestem otwarty na rozmowy, wymianę opinii, popartych konstruktywnymi argumentami. W tej książce tego zabrakło. Doktor psychologii (serio? a nie stomatologii?) miesza się sam w swoich opiniach i poglądach. Powiela głupoty. Ewidentnie gubi się w swoich radach i spostrzeżeniach. W takiej sytuacji zadaję sobie pytanie: kto potrzebuje pomocy ?

     Gerard J.M van den Aardweg (ur 1936) to holenderski psycholog i psychoterapeuta. Znany jest z publikacji na temat homoseksualizmu, który według niego jest chorobą uleczalną. Jest również wykładowcą na uniwersytecie m.in. w USA czy Brazylii. Tematyka jego wykładów jest homoseksualizm.**

      Chciałbym dodać jeszcze coś od siebie.
Po przeczytaniu fragmentów tej książki przyszła mi na myśl jedna rzecz. Jestem trzydziestodwuletnim facetem. Samodzielny, w dziesięcioletnim związku. Żyję w równowadze z samym sobą. Wiem kim jestem i  nie czuję się ani lepszy, ani gorszy od innych.

     Ktoś kto zna mój blog wie, że staram się prócz rozrywki przekazywać dobre wartości.
Piszę o tym, że każdy jest wartościowy. Staram się uświadamiać ludzi w tym, że nie ma gorszych pod  względem  orientacji seksualnej czy pochodzenia. Zdaję sobie sprawę jak wielu młodych ludzi nie radzi sobie ze sobą. Z tym kim są i jacy są!
Jak bardzo wielu ludzi jest zagubionych w tym co czują a co mówią im inni. Jak wielu ludzi jest skazanych na stereotypowe zachowania otoczenia, kompletny brak wsparcia i zrozumienia.

       Ta książka obudziła we mnie lęk. Myślę sobie, Boże co może się stać jeśli trafi w ręce właśnie takiej osoby. Jaką krzywdę może wyrządzić...









*Fragmenty książki POWRÓT DO NORMALNOŚCI Gerarda J.M von den Aardweg
**Źródło WIKIPEDIA.PL

piątek, 13 kwietnia 2018

Gesty przyjaźni

Wymiana grzecznościowych uśmiechów

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



-Patrz na godzinie 12-stej, śmierdzi mi na geja- powiedział Simon (więcej o Simonie-link) gdy biegaliśmy na bieżni.
-Bo to jest gej- odwróciłem się w stronę przyjaciela- Znam go- dodałem po chwili.
-Tak?
-Tak, to Marvin- Spojrzałem przed siebie. Marvin w towarzystwie przyjaciółki również biegał na bieżni.(więcej o Marvinie-link)
-To ja już rozumiem dlaczego tak patrzył, gdy przechodził obok nas.
    Nic nie odpowiedziałem. W milczeniu kontynuowałem trening.
Marvin zszedł z bieżni, poszedł w róg sali,  usiadł na ławce. Jego koleżanka jeszcze trenowała.
-Simon- przerwałem milczenie- podejdę do niego się przywitać- powiedziałem. Czułem się winny. Zorientowałem się, że mój widok w towarzystwie muskularnego blondyna jakim jest Simon mógł go zaboleć. Marvin nie znał kontekstu naszej znajomości, nie musiał znać, a jednak czułem się zobowiązany do załagodzenia sytuacji. Sytuacji, która była nielogiczna. Nic nas już nie łączy, nie było potrzeby się tłumaczyć. A jednak czułem się niekomfortowo. On też.

-Cześć! - powiedziałem podchodząc do niego. Udawał, że mnie nie dostrzega ... ale w końcu musiał dostrzec.
-Cześć! - odpowiedział zmieszanym głosem i wyciągnął rękę na powitanie.
Udałem, że nie widzę tej reki, nigdy się tak nie witaliśmy. Podszedłem bliżej i przytuliłem go tak, jak to zawsze mieliśmy w zwyczaju.
      Kilka luźnych pytań o trening i o to jak mija mu dzień.
Chłopak wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Najpierw z dłonie wypadł mu ręcznik. Zaczął się jąkać, a następnie kolejno gubił kluczyki i bidon. Krępująca rozmowa zakończyła się zaraz, gdy przyszła jego przyjaciółka. Przedstawił nas sobie, krępujące milczenia, wymiana grzecznościowych uśmiechów, życzyłem im miłego dnia.

    Od odkąd spotkaliśmy się po latach, z Simonem utrzymujemy stały codzienny kontakt.
Spotykamy się na kawę, a ostatnio zaczęliśmy razem trenować.
Simon jest 35 letnim singlem. Jego ostatni związek zakończył się prawie trzy lata temu.
Jak się okazało, jego ex jest moim dobrym znajomym.
   Zanim zrodziła się między nami przyjaźń. Simon wyznał mi, że mu się podobam i od naszego ostatniego spotkania, myśli o mnie codziennie.
      Nie będę ukrywał, że tego nie widziałem, ale przed nim udawałem, że jednak nie widzę.
Do czasu.  Pewnego wieczoru zostawił mi długo wiadomość na WhatsApp. Wiadomość klarowała wszystko. Wyznał mi, że się we mnie zakochał. Wspomniał również, że dawno nie miał takich uczuć wobec innych osób. Tak intensywnych, które zmieniły jego myślenie i dały nadzieję, że ma szansę na miłość. Szansę, którą stracił po tym jak zostawił go jego facet.
Nie mogłem dłużej udawać i musiałem coś z tym zrobić.
Nauczony doświadczeniem z Marvinem postanowiłem raz i konkretnie wyjasnić sprawę.
    Mam wrażenie, że Simon jest moją bratnią duszą. Świetnie się rozumiemy, zawsze miło spędzamy ze sobą czas. Ufam mu. A chwile w których nikt z nas nie ma nic do powiedzenia nie są krępujące.
Identycznie mam z Olą. Podobny żart, podobne podejście do życia, podobna wrażliwość. Podobnie miałem też z Marvinem, niestety poszliśmy o krok dalej. Gdyby nie nasz romans, moglibyśmy być dobrymi przyjaciółmi. Dziś nie jest już to możliwe.
Powiedziałem Simonowi, że stał się dla mnie ważną osobą, stąd też nie chciałbym go stracić.



środa, 21 marca 2018

Mentalny big cock

Stringi i biustonosz

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



Ela- Nie będzie ci przeszkadzać jak dziś wieczorem wyjdę z nim na randkę ? (ten ktoś to typ, który miał być tylko dla rozrywki, by Ela mogła rozluźnić się i w pełnym relaksie spędzić ostatnie dni w Niemczech).
Ja- Rób jak uważasz- odpowiedziałem, chociaż było już dla mnie oczywiste, że te spotkania znaczą dla Eli więcej niż tylko rozrywka.
Ela- Ma za dwie godziny przyjechać po mnie, jest w drodze. Pójdziemy do restauracji i do hotelu. Musisz pomóc mi się ubrać w coś seksownego. Mam ze sobą tą bieliznę, którą ostatnio kupiłam, jeszcze jej nie miałam na sobie. Założę to!- krzyknęła i zniknęła za drzwiami pokoju gościnnego.
         Po kilku minutach wparowała do salonu mając na sobie koronkowe stringi i biustonosz. Zrobiła obrót na pięcie, oparła dłonie na biodrach i zapytała z uśmiechem na twarzy - I jak ?
Wstałem z wrażenia, odstawiłem kubek z herbatą na stoliku i wykrztusiłem z siebie tylko - Wyglądasz zajebiście!
Ela- O to mi chodziło! Stanął Ci ? - nie czekając na moją odpowiedź, ponownie zamknęła się w pokoju. Kilka minut później zrobiła podobne przedstawienie z tym, że była ubrana w "małą czarną" i szpilki.
Wyglądała naprawdę zjawiskowo. Po zrobieniu makijażu wróciła do mnie i siedząc na kanapie oglądaliśmy dalej serial, czekając aż facet zadzwoni i odbierze ją spod domu.

       Każdy z odcinków SEX W WIELKIM MIEŚCIE  trwa niespełna czterdzieści minut. Od jej wymiany "sms" zdążyliśmy obejrzeć cztery odcinki. Ela zaczęła się niepokoić, gdyż koleś się nie meldował.
Próbowała do niego zadzwonić dwa razy. Nie odbierał, za trzecim podejściem jego telefon był wyłączony.
      Szczerze mówiąc byłem pewien, że nie przyjedzie w ogóle. Ela sprawiała wrażenie na zmianę zawiedzionej i wkurzonej jego zachowaniem. Po trzech godzinach oczekiwań na przybycie "księcia z bajki", dziewczyna podniosła się z kanapy poprawiła sukienkę i oznajmiła, że wychodzimy na miasto.
Ela- Wkurwia mnie już to! Idziemy coś zjeść. Najwyżej odbierze mnie z centrum.
Założyła płaszcz, i przy drzwiach czekała aż ja domowy outfit zamienię na coś bardziej wyjściowego.
       Wybraliśmy się do Vapiano, to nasza ulubiona włoska restauracja. Jedzenie jest pyszne i do tego przygotowywane na oczach gości.
Ela przez całą drogę do restauracji jak i podczas posiłku spoglądała na telefon wyczekując wiadomości, których niestety nie otrzymywała.
To było dość przykre widzieć ją w takim stanie. Zakochała się w nim, chciała spędzić z nim ten wieczór. Przygotowała się zakładając najlepsze ubrania by mu się przypodobać, a on ? On wyraził chęć spotkania, a następnie zamilkł.
Ela- Co o tym myślisz?
Ja- Sorry, ale to dziwnie wygląda. Jeśli mam być szczery, to uratowałoby go już tylko wypadek. Takie milczenie nie jest w porządku. Zawsze mógł napisać, odwołać, a nie robić cyrk!
Ela- Może nie ma zasięgu, albo musiał coś załatwić po drodze- wyczuwałem nadzieję w jej głosie. Chęć znalezienia czegoś co mogłoby go usprawiedliwić.
Gdy po kolejnych godzinach spędzonych w mieście wróciliśmy do domu, było oczywiste, że nie ma żadnego księcia, nie ma karety, nie ma konia, nie ma seksu, nie ma nic. Big był już w domu, kręcił się w kuchni.

Ela- Ja pierdole! Jestem wkurwiona, chuj jeden- rzuciła płaszcz na fotel, a sama bez sił opadła na kanapę.
Wyglądała mizernie.  Głowa odchylona do tyłu ręce, wzdłuż tułowia, nogi rozkraczone.
Ela- Miałam ochotę na seks. Miałam po prostu ochotę na seks. Fajny facet, chciałam przeżyć ostatnią przygodę w tym kraju. Zobacz jak ja siedzę- wskazała dłońmi na swój rozkrok- Nie wypada tak kobiecie siedzieć, szczególnie gdy ma się spódniczkę przed kolana. A ja tak siedzę, bo potrzebuję faceta. Jestem totalnie najarana. Już gorzej być nie może- mówiła ironicznym głosem.
Ja- Elu, może być gorzej.
Ela- To znaczy? -spojrzała na mnie pytająco.
Ja- Masz ochotę na seks, masz ochotę na zabawę a spędzisz noc w domu z dwoma facetami, gejami - dodałem ze współczującym uśmiechem.

***
Robert- Siema byczku- przywitał mnie otwartymi ramionami przyjaciel.
Ja- No to opowiadaj jak było na urlopie.
        Robert spędził dwa tygodnie w Egipcie, co oznaczało dla niego nie tylko korzystanie z gorącego słońca, ale również zmiany ustawień lokalizacji GAY ROMEO.
Robert- Oskar, spotkałem się z takim zajebistym typem.
Ja- To ten, którego mi zdjęcie mi wysłałeś ?- pokazałem mu na moim telefonie.
Robert- Tak to ten. Mówię ci, zajebisty konkretny samiec - Facet wyglądał naprawdę dobrze. Postawny, barczysty, krótko przystrzyżone włosy i miał łobuzerskie spojrzenie. Widać, że dominator, a Robert takich lubi.
Ja- Opowiadaj, słucham- rozsiadałem się wygodnie w fotelu i popijałem drinka (wódkę z sokiem jabłkowym)
Robert- Napisał do mnie i jeszcze tego samego dnia się spotkaliśmy. Pojechałem do niego. Otworzył mi drzwi, zaprosił do środka. Obleciał mnie wzrokiem, powiedział, że fajnie wyglądam i zaczął mnie całować.
Ja- Tak od razu, nawet nie zaproponował ci nic do picia ?
Robert- To nie była randka. To było konkretne spotkanie na seks.
Ja- No tak...- odpowiedziałem.
Robert- Koleś był konkretny, całował mnie i od razu ściągnął mi t-shirt. Był taki męski.
Przenieśliśmy się do sypialni i kontynuował. To lubię u facetów. Mają być konkretni, robić to co chcą i to po co się spotkaliśmy. O taki był, o nic nie pytał. Robił ze mną co chciał.

***

Ola-Piszę coś, co ma w założeniu być książką. Tematyka Twoja- tak tu trafiłam i od paru godzina nad Tobą siedzę. Tylko nie pytaj dlaczego laska pisze o gejach, bo raczej nie umiem odpowiedzieć. Jakkolwiek, zgodziłbyś się czasem odpowiedzieć na jakieś pytanie?
      Taką wiadomość dostałem prawie dwa lata temu. Za odpowiedzi na pytania, które miałyby ułatwić pisanie książki, złotowłosa dziewczyna obiecała mi podwójny Cosmopolitan i kubek jaśminowej herbaty.
      Okazja była! Chociażby ostatnio. Na początku marca wybrałem się tanimi liniami lotniczymi do Katowic, chciałem odwiedzić Olę. Jak wspomniałem we wcześniejszych postach mamy codzienny kontakt, a między nami zrodziła się zajebista więź.
Z pustymi rękoma nie pojechałem, a wróciłem z nadbagażem. Kupiłem Oli opakowanie herbaty jaśminowej-perłowej, wiem, że ją uwielbia. Ja dostałem roczny zapas herbaty-zielonej!!!
       Nasza umowa była taka, że pierwszy raz posmakuje jej ulubionej herbaty z nią.
Dlatego, przez ten czas jak się znamy, nigdy sobie jej nie zaparzyłem. Czekałem na ten dzień.
Otóż nadszedł... Pełna pompa, totalny idiotyzm, ale tacy jesteśmy!
       Ola zadbała o szczegóły ceremoniału. Wyparzony czajniczek, odpowiednia temperatura wody, czas parzenia, filiżanki z Bolesławca. Brakowało tylko intra z GRY O TRON i białych rękawiczek.
Ola- No i jak ?- zaptała z szerokim i pełnym nadziei uśmiechem na twarzy.
Ja- No wiesz, dziwnie pachnie- nie chciałem powiedzieć, że śmierdzi.
Ola- Ale spróbuj!- wycedziła groźnie.
Wziąłem łyka, po czym mina mi się mimowolnie wykrzywiła.
Ola- Jakiś problem, Oskar? - zmarszczyła brwi.
Ja- Olu, to smakuje jak płyn do mycia naczyń!
Moja wredna przyjaciółka kazała mi herbatę dopić. Wmawiała, że to przejściowe. Wieczorem poddała mnie kolejnej (przymusowej) próbie. Następna filiżanka i znowu to samo.

     Na każdy dzień wspólnego tygodnia mieliśmy coś zaplanowane. W pierwszy wieczór - seans filmowy.
     Padło na "Bridget Jones 2: W pogoni za rozumem ". Rozumu jednak nie znaleźliśmy.
Ola zaproponowała, że przyrządzi dla nas drinki z Malibu i sokiem porzeczkowym. Przepis znaleziony w internecie, podobno dobry, jeszcze nie testowany.
Dzięki Bogu w lodówce było wino. Białe i czerwone.
W ramach oszczędności Ola zastąpiła Malibu likierem kokosowym.
Po nalaniu soku do szklanki z alkoholem, trunek się zważył i zmienił w mało przyjemną dla oka galaretowaną zawiesinę.
      Film też miał być fajny, ale najfajniejszy się zrobił, gdy zobaczyliśmy napisy końcowe.
Z Olą nigdy nam nie brakowało tematów do rozmów. Od poważanych po ironiczne wygłupy.
Zaczęliśmy robić sobie setki idiotycznych selfie i filmików. Nadęte usta (teraz takie modne), głupie miny, buziaki. Gdyby ktoś to zobaczył, kazał by nam skorzystać z rady psychiatry. Być może, ale dla nas to była norma.
Ja- Olu, nie uważasz, że przesadzamy?-
Ola- Dlaczego?- zapytała słodkim głosem.
Ja- No wiesz- zawahałem się, wywracając oczami- Jesteśmy po trzydziestce, większość ludzi w naszym wieku spłaca kredytu mieszkaniowe, a my siedzimy i robimy zdjęcia naszym nozdrzom.
Ola- No i co? Uważasz, że to coś złego? Masz przecież mieszkanie - powiedziała dopijając lampkę wina.
Ja- No mam, ale nie mam kredytu- zaśmiałem się- Wiesz jak to jest, powinienem wybierać zasłony do okien, myśleć nad nowym kolorem ścian w sypialni, a ty o tym co przyrządzić na jutrzejszy obiad, bo po zupę biegamy do twojej Mamy.
Ola- Pierdol się, Oski.
Ja- Twoja kuchenka jest zawalona słoikami z herbatą.
Ola- W chuju to mam- przywaliła mi pięścią w brzuch.
Ja- Chyba w piździe - poprawiłem ją, próbując się nieudolnie bronić.
Ola- W żadnej piździe! Ja mam mentalnego chuja! Zapamiętaj to wreszcie!
Ja- Tak, tak wiem kurwa! Prawdziwie afrykański big cock!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...